po raz szósty

Czas jest, ale czasu brak. Gdzie się podziały jeszcze jesienne, szare listopadowe dni, kiedy to idąc do szkoły potykałam się o porozrzucane ...

Czas jest, ale czasu brak. Gdzie się podziały jeszcze jesienne, szare listopadowe dni, kiedy to idąc do szkoły potykałam się o porozrzucane na chodnikach żołędzie i nie zgarnięte w kupkę liście? Nie mam nic przeciwko nadchodzącym grudniowym mrozom i pogodzie, zwiastującej w ciągu przyszłych tygodni pierwsze prawdziwe opady śniegu. Jedyne, co sprawia, że wieczorami popadam w smutną melancholię błądząc nieobecnym wzrokiem po ścianach pokoju to fakt, że znowu pozwoliłam, by wspomniany czas przemknął niezauważenie przez palce. Miesiąc temu dopiero co świętowałam wkroczenie w pełnoletniość, dwa tygodnie temu klubowym przetańczeniem całej nocy uczciłam urodziny jednej z bliższych mi osób, tydzień temu chodziłam po domu jak napięta struna gitary myśląc o próbnych testach maturalnych. Dzisiaj, popijając z siódmego zaparzonego dzbanka ulubioną herbatę, obmyślam pomału świąteczne menu. Dylemat ciastowy, co upiec, żeby gościom smakowało, przypomniało typowo rodzinną unoszącą się w powietrzu wigilijną słodycz i jednocześnie zapełniłoby żołądki do syta. W tym roku mama spontanicznie sama zadecydowała, że powtórzymy święta sprzed roku u nas. Nie ukrywam, że z jednej strony odczuwam małe zawiedzenie, iż będzie to następne przepełnione obecnością innych spotkanie - ostatnio lepiej mnie nie dotykać ani się nie zbliżać, gryzę! Z drugiej jakoś w ciągu minionych tygodni rodzina tak jakby odsunęła się od siebie, dlatego to z pewnością zacieśni więzi i pozwoli utrzymać kontakt, przypomnieć o tym, że jesteśmy jednak nadal rodziną i to jest najważniejsze.
Wracając na gorąco do wydarzeń z czterech dni szkolnych, jestem załamana. O matematykę i rozszerzony wos się zupełnie nie obawiam - i tak wiem już, że może ledwo uda mi się je zaliczyć. Martwię się natomiast polskim, ciągle myśląc o tym, czy w wypracowaniu napisałam wszystko to, co trzeba było, czy niczego nie pominęłam. Wiadomo, że każdy, nawet najmniejszy i najbardziej oczywisty szczegół, to dodatkowy punkt do odhaczenia z klucza. Dobrze, że wyniki zostaną podane dwa tygodnie przed wolnym. Przynajmniej w czasie świąt będzie można jakoś sobie humor poprawić otrzymanymi od 'Mikołaja' drobiazgami i rozmowami z ukochanymi osobami.
Psychicznie? Wpadłam w dołek i nie potrafię się z niego odbić. Cyfry na wadze dzisiaj znowu wzrosły. Jest zdecydowanie więcej, niż zakładam z rodzicami. Pojawiła się chęć ponownego schudnięcia. Ograniczam kalorie, nie podjadam, jem według określonych godzin i generalnie ktoś z boku, kto śledziłby mój każdy ruch w ciągu dwudziestu czterech godzin pomyślałby, że jestem jakimś nowo opracowanym robotem. Perfekcja zaczyna mi przeszkadzać, brakuje tej spontaniczności jak dawniej, kiedy na telefon "Idziesz teraz z nami pieszo do Gdańska?" odpowiadałam bez zawahania "tak", nie myśląc o jedzeniu i straconych ćwiczeniach. Właśnie, a może ta waga to efekt przyrostu mięśni a nie normalnego utycia? W końcu mama i znajoma powiedziały, że znowu chyba schudłam. Nie wiem co mam myśleć, dlatego zabieram się za przepisanie pracy na korepetycje z polskiego. Krzysztof Kamil Baczyński i jego wiersz "Z lasu" wzbudziły we mnie skrajne emocje. Tragizm, katastrofizm pokolenia naznaczonego śmiercią, odebrane marzenia młodości i porzucenie ideałów w wieku dwudziestu lat są nie do opisania dramatem kwiatu polskiej młodzieży. Kto z nas zdecydowałby się dzisiaj świadomie przez wrażliwość duszy wziąć udział w wojnie, gdzie bezpośrednio zagraża nam śmierć i jesteśmy skazani na zagładę?

You Might Also Like

0 komentarze

Flickr Images