po raz siódmy
12:21Zima. Budząc się spoglądam za okno i widzę pokrywającą wszystko biel. Zasypane puchatym, lekkim śniegiem alejki i zatrzymujące się na szybach okien delikatne, drobne śnieżynki. Ich kształt przypomina mi wspomnienie widzianych na zmrożonych lusterkach górskich busów płatków śniegu, różnych, różniastych.. Każdy był tak inny, że wpadając w zachwyt nad pięknem zimowej pory, kartę pamięci aparatu zapełniło dodatkowych ponad pięćdziesiąt zdjęć. Gorszy był wybór najładniejszego i najlepszego zbliżenia, trwało to chyba ponad dwie godziny.
Wstaję i na paluszkach zakradam się do ustawionych w przedpokoju butów. Teraz to ja jestem pierwszy raz Mikołajem, już nie tylko rodzice. Dołączyłam do grona pomocników i sprawia mi to nieukrywaną przyjemność. Szczególnie wszystko wynagradza zaskoczenie rodziców na widok "nieplanowanych słodyczy, skąd one się wzięły?".
Przyszła kolej na odkopanie z pawlacza dobrych, sprawdzonych tamarisowskich butów i rosyjskiej czapki zakupionej przy wejściu na szlak na Sarnie Skałki. W niej niestraszna żadna śnieżyca, nawet w towarzystwie huraganu znad Skandynawii! I tak dzięki niej uszy nie zaczerwieniły się jak to zwykle ostatnio bywało.
Nastrój? Nie potrafię go jasno określić. Rano jest w porządku, szkoła to zwykle standardowe wahania wynikające z popadania w zamysł podczas lekcji chociażby historii lub matematyki. Gorzej po powrocie do domu i wieczorami. Przychodzi czas na zmierzenie się z nurtującymi myślami, na które nie było wcześniej chwili. Czasem zastanawiam się, czy tak naprawdę kiedykolwiek uwolnię się od niej? Spotykam się z różnymi stwierdzeniami. Jedni mówią, że to choroba na całe życie, którą można jedynie zagłuszyć i sprawnie uciszyć, kiedy da o sobie znać. Inni natomiast uparcie mówią, że wyleczenie bez nawrotów i jakichkolwiek symptomów jest możliwe. Jestem ciekawa, do którego przypadku się zaliczam. A może prawda jest taka, że tylko znajomi widząc, jak chora na ED dziewczyna je normalnie myślą, że już jest po wszystkim, podczas gdy wewnętrznie w jakimś stopniu toczy ona ze sobą walkę.
Taką, jak dzisiaj pewna pierwszoklasistka. Widziałam ją już wcześniej. Apatyczna, bez uśmiechu, bez radości, ze spuszczoną głową. Kiedy na przerwie zebrał się wianuszek dziewczyn z klasy, ona stała nieobecna. Kiedy jedna z nich częstowała żelkami, odmówiła. Za namową dała się skusić. Jeden, drugi, trzeci. Stop, spojrzenie w dół i błądzenie myślami gdzieś daleko. Chciałabym jej pomóc, ale przecież jej nie znam, nic o niej nie wiem. Przełamać się i podejść do niej?
Wieczór, za oknem świst, znowu biały opad zakrywa odśnieżone za dnia chodniki. Mikołajki. Dylemat - zjeść dostaną w prezencie świątecznym czekoladę czy nie? Wszyscy dookoła skubią coś słodkiego. Tylko internetowe motylki dzielnie trwają w swoich postanowieniach. Mój słodyczowy out grudniowy idzie dobrze. Ósmy dzień. Jak się skończy dzisiejszy?
0 komentarze