po raz drugi
03:03Typowo jesienna pogoda, taka jaką lubię. Zimno, deszcz, pochmurne szare niebo i poranna utrzymująca się podczas drogi do szkoły gęsta mgła. Przypomina mi to powrót samochodem z rodzicami z Bieszczad, kiedy bladym świtem wyruszyliśmy na opustoszałe wśród lasów i biednych chat górskie drogi. "Chwilo, trwaj" pomyślałam i rozkoszowałam się panującą ciszą. Jedynie od czasu do czasu na asfaltówkę wybiegał leśny zwierz: albo lis, albo sarna. Chciałam zobaczyć wilka, nie udało się. Niedługo tam wrócę, żeby spełnić to jedno największe od kilku lat marzenie.
Niedziela, rodzice pojechali z bratem nad morze. Zostałam sama w domu pod przymusem napisania prac i ogromu nauki na nadchodzący tydzień. Czasami uwielbiam te paradoksalne przykazania nauczycieli, którzy powtarzają, że weekend jest czasem wypoczynku i żebyśmy nie zaglądali do książek jednocześnie przypominając o przyszłych sprawdzianach. Mogliby się w końcu zdecydować: albo relaks albo zakuwanie.
Ostatnio psychicznie jest gorzej, brak mi motywacji i sił do walki. Łapię się na tym, że mimowolnie uciekam w chorobę, bo tak jest łatwiej. Ma się wymówkę na brak humoru i ochoty do spędzania czasu z ludźmi. Mimo, iż staram się to nastawienie zmieniać, to zdaję sobie sprawę z tego, że nie wkładam do tego wystarczającej ilości energii. Wieczorami zamykam się pokoju, kładę na puchatym dywanie i rozmyślam nad życiem. Za trzy tygodnie próbne matury, a ja do teraz nie zaczęłam powtarzać materiału. Od dzisiaj obiecuję codzienną pracę!
Często podczas wychodzenia z anoreksji nawiązuje się kontakt z jej przyrodnią siostrą - bulimią. Boję się, że zaczynam się właśnie w nią wkręcać. Szukałam w internecie przyczyny ostatnich nienormalnych zachowań i wyczytałam, że prawdopodobnie mam napady kompulsywno-obsesyjnego jedzenia. Tak też było wczoraj, kiedy pochłonęłam pozostałość maminej drożdżówki ze śliwkami. Poczułam głód więc postanowiłam ukroić sobie kawałek. Był tak pyszny, że poszłam po następny, zakładając że na tym poprzestanę. Jednak było zupełnie inaczej. Trzeci, czwarty, piąty rozmiarów mniejszej cegły łapczywie lądował w żołądku. Skończyło się ciasto i do głowy uderzyła fala wyrzutów sumienia. Nagle pomysł: toaleta! Pobiegłam do łazienki, zamknęłam drzwi, stanęłam nad muszlą i prowokowałam wymioty. Już prawie przez łzy czułam podchodzące do góry jedzenie. STOP, czerwona lampka. Co ja robię?
Opamiętałam się, wyplułam jedynie ślinę, spłukałam i wróciłam do łóżka. Zamknęłam drzwi, nakryłam się kołdrą i zaczęłam płakać. Dalszy scenariusz jest znany: ana i jej przypominanie, że jestem grubą, tłustą wstrętną świnią..
Nie chcę tak funkcjonować, przechodzić przez to samo, dlatego od dzisiaj zaczynam tydzień bez kompulsywnego jedzenia. Proszę, trzymajcie kciuki.
0 komentarze