po raz jedenasty

Sylwester, fajerwerki wybuchające na ciemnym tle nieba, uściski między ludźmi, otwieranie i rozpijanie przekazywanego z rąk do rąk szampana....

Sylwester, fajerwerki wybuchające na ciemnym tle nieba, uściski między ludźmi, otwieranie i rozpijanie przekazywanego z rąk do rąk szampana. Nie wiem, czy to będzie dobry rok, czy będzie łaskawszy od poprzedniego i czy okaże się zwycięskim. Jedno jest pewne, w minionym, jeśli byłaby możliwość jego korekty, to nie zmieniłabym nic. Nie chodzi o to, że czuję się dobrze z chorobą zamykając wieczorami drzwi od pokoju i wsłuchując się w trwającą ciszę. Dzięki temu wszystkiemu bardziej dotarłam do siebie, poznałam całą paletę ludzkich emocji i spojrzałam na życie z różnych, zupełnie odmiennych perspektyw wyjątkowych osób. Nauczyłam się korzystać z tego, co mam, powracam powoli do odsuniętych na ponad rok pasji, staram się otwierać na innych i pielęgnować kontakty. Zrozumiałam, dlaczego człowiek nie może się czasem tak po prostu do samego siebie uśmiechnąć - ogrom bólu, który dusi w sobie, mu na to nie pozwala. Jestem teraz przekonana o tym, że przyszłość chcę związać z pomocą, która dodaje mi skrzydeł i sprawia, że mogę poczuć się komuś naprawdę potrzebna. Jesteśmy dla innych i inni są dla nas. Koło się zamyka, bez przyjacielskiej dłoni nie jesteśmy w stanie samodzielnie pokonać niektórych przeszkód na naszej drodze. Kryminologia, psychologia lub praca socjalna i resocjalizacja. Chyba brzmi obiecująco?
Pół roku temu poznałam w szpitalu dziewczynę, z którą udało nam się stworzyć jak na razie niezniszczalną więź. I choć dalej boję się po prostu powiedzieć "przyjaźń" to wiem, że jesteśmy sobie bardzo bliskie i nic tego nie zmieni.
2014 - proszę, bądźmy po prostu jedynie szczęśliwi.
Spisałam listę noworocznych postanowień, może nie do końca właściwych, bo znajdują się w nim ograniczenia jedzeniowe oraz waga, jaką chciałabym osiągnąć (co spowoduje znowu proces chudnięcia), ale nie mam zamiaru znowu przechodzić przez te chorobowe obsesje i chwile pełne apatii. Na pierwszym planie widnieje napis "zdrowie" i tego się trzymam.
Sylwester niesamowicie udany. Myślałam, że pierwszy stycznia będzie dniem od rana pozytywnym. Było jednak inaczej, dziwnie, nieswojo, strachliwie i niepokojąco. Nigdy nie przypuszczałabym, że obok nas dzieją się rzeczy niezrozumiałe filozofom. Idąc na przystanek zobaczyłam dziwnego mężczyznę, chłopaka. Z zachowania można było się domyślić, że sylwestrowa noc dała mu się we znaki pod ilością spożytego alkoholu. Podszedł do koleżanki i mnie i powiedział "mam w sobie diabła, chcesz zobaczyć jego oczy?". "Nie, dziękuję" odpowiedziałam ale nie patrzyłam na niego. Nie udało się go zbyć, powiem trochę kolokwialnie, że się do nas przylepił. Zaczął mówić szybko, bez zająknięcia, zupełnie świadomie, dziwnym głosem (na co zwróciła uwagę przede wszystkim kumpela) o sądzie ostatecznym, o złu na świecie, o Chrystusie, o jego końcu.. Dalej nie słuchałam, puszczałam te słowa w powietrze. Pewnym krokiem zawróciłyśmy stamtąd i uciekłyśmy. Nie ukrywam, na plecach czułam nieprzyjemny dreszcz. To było.. dziwne. Dziwne, i straszne. Powiedziałam o wszystkim mamie, która stwierdziła, że to typowy schizofrenik, któremu nadmiar alkoholu zaszkodził i wzmógł objawy choroby. Trudno mi w to uwierzyć, mając w pamięci obraz porannego zdarzenia, ale chyba potrzebowałam jakiegoś bardziej racjonalnego wyjaśnienia.

You Might Also Like

0 komentarze

Flickr Images